Chile Świat Wyspa Wielkanocna

Marzenie o Wyspie Wielkanocnej

-
1 lutego 2018

Na mapie to zaledwie niepozorna plamka otoczona błękitem Oceanu Spokojnego. Jak pokazuje skala, od najbliższego stałego lądu dzieli ją blisko 4 tysiące kilometrów. Nieraz wpatrywaliśmy się w ten punkt podróżując wzrokiem po dużej mapie świata w pokoju dziewczynek, gdy te w końcu zasnęły. A nasza wyobraźnia podsuwała nam wtedy obrazy surowej nieprzystępnej wyspy na końcu świata. Fascynowała mnie ta wyspiarska izolacja, wiążąca się z nią niewiadoma i tajemniczość. Łukasz od dziecka marzył, by kiedyś odwiedzić ten odległy kawałek lądu.

Załoga linii LATAM prosi o zapięcie pasów, za parę minut lądujemy. Minęło 6 godzin od chwili wylotu z Santiago de Chile, a pod nami nadal rozciąga się granatowa tafla Oceanu. Kiedy lądujemy na lotnisku z niewielkim drewnianym budynkiem trudno nam uwierzyć, że właśnie dzieje się to, co wydawało nam się przez długi czas nieosiągalnym. Jesteśmy na Rapa Nui!

Iorana – dzień dobry!

Przy wyjściu z hali przylotów czeka już na nas gospodyni z wyrazem twarzy trudnym do rozszyfrowania. „Bienvenidos a Rapa Nui”, mówi z niehiszpańskim akcentem zawieszając nam na szyi kwiatowe łańcuchy.

Zatrzymujemy się w największym mieście wyspy – Hanga Roa. Jest jednocześnie na tyle niewielkie, że można je w krótkim czasie przejść pieszo z jednego końca na drugi. Niczego tu nie brakuje: są restauracje, targi z pamiątkami, wypożyczalnie samochodów, biura podróży, hotele, sklepy. Wszystkie zawdzięczają swoje istnienie regularnym dostawom z odległego o kilka tysięcy kilometrów lądu. Byt całej Wyspy, która została przed laty niemalże ogołocona jest całkowicie od nich uzależniony. Nic dziwnego, że ceny podstawowych artykułów są kilka razy wyższe niż w kontynentalnej części Chile. Dzięki turystyce, wyższe są jednak również zarobki, co przyciąga na Rapa Nui coraz więcej Chilijczyków.

 

Samochód wynajmiesz w piekarni

Właścicielka domu – Carolina, mieszka na Wyspie od zawsze. Jest Rapa Nui od pokoleń, a lokalnym językiem posługuje się swobodniej niż po hiszpańsku. Często do nas zagląda upewniając się, że niczego nam nie brakuje w mieszkaniu z czterema sypialniami, kuchnią i dużą łazienką. Z nieskrywaną ciekawością zagląda do garów z resztkami naszego obiadu i lustruje zawartość przywiezionych z lądu zapasów na kuchennym kredensie. Zupełnie przy okazji, wtrąca prośbę o kluczyki do naszego wypożyczonego samochodu. Musi dostarczyć kwiaty do kościoła, przywieźć nową butlę z gazem. Oczywistym dla niej jest, że odmowy nie otrzyma, więc śmiało wyciąga rękę po kluczyki. Zresztą to przecież prawie jak przysługa po sąsiedzku, bo terenowe Suzuki wypożyczyliśmy od Angeliki, właścicielki niewielkiej piekarni po drugiej stronie ulicy.

Właściwie każdy, kto odwiedza Wyspę wynajmuje samochód. Dzięki temu można łatwo i szybko dotrzeć do głównych atrakcji wyspy. Zresztą nie trzeba do tego terenowego samochodu, bo do większości miejsc prowadzą, różnej jakości, ale jednak asfaltowe drogi. Zamiast trudnych do przebycia dróg zmagaliśmy się za to z chłodnym wiatrem. Najbardziej dał się we znaki na najwyższym wzniesieniu Wyspy Wielkanocnej, czyli wygasłym wulkanie Terevaka (507m n.p.m.). Kiedy po długim marszu z dziećmi w końcu „zdobywamy” krater wieje tak mocno, że trudno nam ustać więc widokiem z góry cieszymy się jakieś dwie minuty.

Przemierzając kilometry pustymi drogami Rapa Nui można odnieść wrażenie, że to pozbawione życia pustkowie. A jednak co jakiś czas przy poboczu lub bezpośrednio na jezdni można natknąć się na stada dzikich koni, które mają się tu całkiem dobrze. Można (a nawet trzeba!) również dotrzeć na piękną plażę Anakena.

Na szczycie wulkanu Terevaka

Anakena

Anakena

Oto wyspa Moto Nui. Kto oglądał Moanę (Vaianę), ten wie o czym mowa.

Do tańca i do różańca

W niedzielny poranek centrum Hanga Roa staje się skromny kościół. Wnętrze zapełnia się po ostatnie wolne miejsce. Rozlega się dźwięk charakterystycznych dla Wyspy instrumentów, któremu towarzyszy radosny śpiew i klaskanie. Na ołtarzu pojawia się uśmiechnięty ksiądz z ogromnym pióropuszem na głowie.

 

 

Przez cały pobyt mieliśmy z tyłu głowy pytanie: jak to możliwe, że Rapa Nui to część Chile? Wyspa jest przecież jak zupełnie inny świat. Miejscowi są z tej odmienności bardzo dumni. Poza językiem Rapa Nui celebruje się ją w miejscowym tańcu określanym mianem „cultural ballet”. Jedną z grup tanecznych szkolących przyszłych tancerzy od najmłodszych lat jest Kari Kari.

Połączenie śpiewu, muzyki i tańca w oryginalnych strojach hipnotyzują od pierwszych chwil występu. Dla Mai przez kilka następnych dni żadne wrażenia nie mogły się z nim równać. Nie było rady, musieliśmy powtórzyć wieczór z zespołem Kari Kari. Przy okazji przypadkowa rozmowa z parą tancerzy znalazła zaskakujący finał – obdarowano nas sporych rozmiarów drewnianym Moai. Przez kolejne dwa miesiące „przodek”, jak go nazwaliśmy, podróżował z nami upychany z wielkim trudem do bagażu.

Od zespołu Kari Kari otrzymaliśmy niezwykłą pamiątkę – drewnianego moai!

 

Trudno powiedzieć, co dokładnie przyciągnęło nas na Wyspę Wielkanocną. Najtrafniejszą odpowiedzią byłoby, że marzenie. W tej wyspiarskiej niedostępności, świata kultury i tradycji wciąż opierającego się wpływom z kontynentu jest coś niezwykle intrygującego. Ale nie jest to już trudny do zdobycia ląd, na którym jesteśmy jednym z nielicznych gości. Turyści łatwo się odnajdą na miejscu, szybko i sprawnie przemierzą Wyspę. Niestety wielu z nich poświęci jej zaledwie parę dni w pośpiechu odhaczając kolejne atrakcje. A nudzić się tam nie sposób. Nawet po tygodniu Wyspę opuszczaliśmy z wielkim żalem…

 


 

W kolejnych wpisach przeczytasz o posągach moai, z których słynie Rapa Nui, a także znajdziesz informacje praktyczne niezbędne do zorganizowania podróży na Wyspę Wielkanocną. Jeśli jeszcze nie subskrybujesz naszych wpisów, zachęcamy do zapisania się. Będziesz otrzymywać od nas listy z podróży (niepublikowane nigdzie indziej) oraz powiadomienia o nowych wpisach na blogu.

I co najważniejsze, niezależnie od algorytmów mediów społecznościowych decydujących co i kiedy zobaczysz – zajrzysz do nas kiedy masz na to czas i ochotę, wiadomość będzie czekać w skrzynce. (Zero spamu, też go nienawidzimy) 😉

Tagi
POWIĄZANE WPISY
Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Kategorie

Newsletter

Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb