Świat Wietnam

Xin chào – miesiąc miodowy w Wietnamie

-
23 maja 2017

W Azji południowo-wschodniej spędziliśmy do tej pory łącznie 3 miesiące odwiedzając różne kraje. Mimo, że bardzo się przed tym wzbraniamy, to mimo woli zdarza nam się porównywać nasze doświadczenia z różnych miejsc i podróży. Każda nas czegoś uczy pozostawiając masę pozytywnych wspomnień, jednak niektóre z nich budzą zdecydowanie większy sentyment niż inne. Tak właśnie stało się z naszym wietnamskim wyjazdem.

 

Być może wiąże się on z faktem, że była to nie tylko pierwsza wizyta w Azji, ale również nasza podróż poślubna – zaplanowana jeszcze przed wszystkimi innymi ślubnymi formalnościami (łącznie z datą samego ślubu!). Ktokolwiek słyszał wówczas o naszych planach nie krył zaskoczenia. Zaraz potem pojawiały się pytania, które uświadamiały nam jak słaba jest wiedza na temat Wietnamu i jak bardzo stereotypowo ten kraj jest wciąż postrzegany, głównie przez pryzmat wojny, która zakończyła się ponad 40 lat temu!

Po paru latach wciąż chętnie i często wracamy do fotografii z tamtego wyjazdu. Co jest tak pociągającego w tym kawałku Azji? Co powoduje, że wydaje nam się bardziej zaskakujący i intrygujący niż sąsiadujące Tajlandia i Malezja? Lista jest długa, na zachętę podajemy zaledwie parę z nich.

Hanoi

Hue

Sauna i ciepły prysznic

Pierwsze co uderzy każdego, kto wychodzi z lotniska w Wietnamie jest gorące i niesamowicie wilgotne powietrze. Zupełnie jak w saunie parowej, z tym, że nie nie będzie z niej wyjścia podczas wietnamskiej przygody. Nieco lżej oddycha się na plażach i po ulewie, również w rejonach górskich, choć odczuwalna ulga nie potrwa długo.

W Wietnamie często pada, nawet poza tak zwaną porą deszczową. Właściwie nawet najbardziej słonecznego dnia można liczyć się z nagłą ulewą. Jeśli potraficie sobie wyobrazić oberwanie chmury to pomnóżcie jeszcze co najmniej kilkakrotnie. Na wyspie Phu Quoc obudził nas ulewny deszcz z przeciekającego dachu, na podwórku zaś utworzyło się spore jezioro. Oglądaliśmy to widowisko z niedowierzaniem, podczas gdy Wietnamczycy jak co dzień już od świtu wykonywali swoją pracę.

Xin chào

Język wietnamski należy do grupy języków tonalnych. Trudno się go nauczyć choćby czytać lub powtarzać tak, by Wietnamczycy nas dobrze zrozumieli. Co prawda po angielsku można się porozumieć w dużych miastach, jednak często wietnamski akcent powoduje, że jest to nie lada wyzwanie.
Łukasz podjął się raz próby nauczenia się prostego zwrotu by potem iść do lokalnego sklepu i kupić chusteczki higieniczne (wówczas było wyjątkowo trudno o nie w Wietnamie). Obsługa hotelu chętnie mu w tym pomogła zaśmiewając się jednocześnie z pierwszych nieudolnych i pokracznych prób poprawnej wymowy. Gdy już udało się wypracować odpowiednią tonację, w lokalnym sklepiku sprzedawczyni i tak kompletnie nic  tego nie zrozumiała. Zakupy skończyły się sukcesem jedynie dzięki rozmowie na migi.

To, co najważniejsze: rodzina i praca

W Wietnamie jednym z pierwszych pytań podczas spotkań z ludźmi było posiadanie dzieci. Wietnamczycy słysząc, że to nasza podróż poślubna nie kryli radości, jednocześnie życzyli nam dużego potomstwa – im liczniejsze, tym większe szczęście, a człowiek „bogatszy”.
Wietnamczycy wydawali się tytanami pracy. Wstawali przed świtem, rozkładali kramy, ruszali w pole – nieważne czy padał ulewny deszcze czy paliło słońce. W dużych miastach często widywaliśmy paroletnie dzieci, które zajmowały się sprzedażą przeróżnych gadżetów posługując się podstawowymi zwrotami w języku angielskim.

Sprzedawca lampionów w Hoi An

Uprawa ryżu, Sapa

W stolicy, Hanoi

W Sapa

Na drodze

W Wietnamie w transporcie nie ma rzeczy niemożliwych do przewiezienia… na skuterze. Ten najpopularniejszy środek transportu ma jak się okazało, nieograniczone możliwości w tym zakresie. Widzieliśmy śmiałków transportujących długą drabinę z głową pasażera pomiędzy jej szczeblami, przewożenie lodówki, wielkiej szyby, nie wspominając o zwierzętach upchanych w koszykach. Z kolei limit ilości pasażerów na skuterze praktycznie nie istnieje – przewozi się tyle osób, ile potrzeba.

Inną „ciekawą” kwestią jest przechodzenie przez ulicę. W tym zakresie nie obowiązują żadne reguły związane z przejściami dla pieszych, w Wietnamie większy (pojazd) zawsze wygrywa.  Najczęściej przechodzi się po prostu tam, gdzie akurat chcemy. Na początku jest trudno, to jak rzucenie się wprost pod koła, bo nie ma co liczyć na to, że ktokolwiek się zatrzyma. Pomaga poznanie podstawowych zasad: odważne wkroczenie na jezdnię, absolutny zakaz cofania się (nawet jeśli z każdej strony niemal ocierają się o nas pojazdy) i slalom śmiałymi kroczkami na drugą stronę.

Uczta dla podniebienia

Kuchnia wietnamska zaskakuje prostotą, bogactwem naturalnych składników, wyrazistymi smakami. Czasem żartowaliśmy, że zamawiając danie dostajemy również wielką miskę chwastów. Dodatkowym plusem jest to, że za ten dobry smak i jakość w przeliczeniu na złotówki płaciło się marne grosze.

Nie mamy pojęcia co jemy, ale smakuje dobrze! 😉

Za owocami jak mangostin i rambutan naprawdę można tęsknić!

Plażowanie

Mało mówi się o tym, że w Wietnamie jest naprawdę sporo przepięknych, rajskich plaż. W czasie naszego pobytu wiele z nich świeciło pustkami, mieliśmy je prawie w całości dla siebie. Patrząc na zdjęcia chociażby z wyspy Phu Quoc nie trzeba chyba bardziej reklamować wietnamskich plaż.

Phu Quoc

Phu Quoc

Phu Quoc

Phu Quoc

Okolice Hoi An

Kombinacje

Wybierając się do Wietnamu nasłuchaliśmy się o przeróżnych trikach oszustów. Trzeba się było mieć na baczności w kantorach, kupując produkty z ulicznych kramów bez wcześniejszego ustalenia ostatecznej ceny, robiąc zdjęcia miejscowym (często żądali za to znacznych kwot). Zamawiając pokój w hotelu, na dworzec często po nas przyjeżdżano w obawie przed hotelowymi oszustami. Metoda była prosta – naciągacze pytali niby upewniając się do jakiego hotelu turysta jedzie, a potem pod pretekstem remontu, braku miejsc, reorganizacji zabierali do zupełnie innego hotelu. Oczywiście dostawali za to odpowiednią prowizję.

W dużych miastach szczególnie trzeba się było liczyć również z dużą ilością kradzieży – najczęściej sprzętu elektronicznego. Pod tym względem najgorszą sławą cieszył się Sajgon i faktycznie nie czuliśmy się tam bezpiecznie. Uczucie to potęgowały ostrzeżenia obsługi hotelowej, by nie wychodzić po zmroku, nie afiszować się ze sprzętem fotograficznym czy też innymi wartościowymi przedmiotami itd.


Spływ deltą Mekongu.

Phu Quoc. Po 5 latach podobno krajobraz wyspy się mocno zmienił.

Tam, gdzie pieprz rośnie. Phu Quoc.

Jaskinia w Zatoce Halong

Zatoka Halong

Pola ryżowe, Sapa.

Sapę zamieszkują mniejszości etniczne, jak Hmong (na zdjęciu) i Dao.

Hoi An to świetne miejsce, by uzupełnić garderobę.

Hoi An

Argumenty za wyjazdem do Wietnamu można mnożyć. Dzięki promocjom lotniczym są to również często argumenty finansowe. Zainteresowanym polecam książkę „Czołem, nie ma hien” autorstwa Andrzeja Mellera, gdzie oprócz wątków obyczajowych znajdują się również przystępnie podane i wplecione w całość fakty historyczne. Lektura potwierdza to, czego sami doświadczyliśmy – pobyt w Wietnamie to świetna przygoda, która na długo utkwi w pamięci.


Informacje praktyczne:

W 2012 roku korzystaliśmy z lotów Vietnam Airlines (bardzo polecamy!) oraz Lufthansy (pierwotnie miał to być LOT, ale po zakupie biletów zrezygnowano z połączenia Warszawa-Hanoi). Za loty z Krakowa do Hanoi oraz powrót z Ho Chi Minh City (Sajgon) płaciliśmy 2000zł.

Ostatecznie bilety nam się zwróciły, nawet z nawiązką. Na skutek opóźnienia lotu do Hanoi, oprócz zakwaterowania w Paryżu, otrzymaliśmy (a raczej po miesiącach wywalczyliśmy) odszkodowanie €600 za osobę.

W Wietnamie korzystaliśmy głównie z połączeń kolejowych (zwłaszcza nocnych) oraz autobusowych. Odcinki Hanoi-Hue oraz Ho Chi Minh City – Phu Quoc pokonaliśmy drogą powietrzną.

Ponieważ przez 5 lat w Wietnamie na pewno sporo się zmieniło, po bardziej aktualne informacje praktyczne odsyłamy Was do wpisu Kasi z Kasai.

Tagi
POWIĄZANE WPISY
Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Wpisy wg daty
Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb

Newsletter

Znajdziesz nas również na: