Świat Tajlandia

Tajlandia – północ-południe cz.1

-
27 listopada 2014

Podróżowanie po Tajlandii jest niezwykle proste niezależnie od preferowanych środków transportu i zasobności portfela. Korzystając z oferty lokalnych tanich linii lotniczych (Nok Air oraz Air Asia) i wygodnych połączeń kolejowych, zdecydowaliśmy się polecieć z Bangkoku do Chiang Mai, następnie przejechać Tajlandię pociągiem zatrzymując się w kilku miejscowościach, po czym wrócić samolotem do Bangkoku.

Chiang Mai

Zaczynamy w Chiang Mai, drugim co do wielkości mieście Tajlandii – 150 tysięcy mieszkańców – po 10-milionowym Bangkoku. To przede wszystkim dobra baza wypadowa do innych miejscowości na północy Tajlandii, gdzie nie znajdziemy luksusowych kurortów czy bogatej oferty imprezowej. W mieście działają dziesiątki organizatorów oferujących mniej lub bardziej egzotyczne wycieczki. W ofercie są między innymi tygrysy, motyle, pokazy walk z kobrami, farma orchidei, czy też wizyta w wiosce zamieszkanej przez kobiety-żyrafy (Mae Hong Son). My ograniczyliśmy się jedynie do wycieczki do rezerwatu słoni (rezerwowanej jeszcze w Polsce), uznając że sama miejscowość ma także sporo do zaoferowania na czas naszego kilkudniowego pobytu.

Chiang Mai usiane jest buddyjskimi świątyniami (watami) i są one w głównej mierze wizytówką miasteczka. Dla bardziej zainteresowanych buddyjską duchowością ciekawe na pewno będą spotkania z mnichami organizowane kilka razy w tygodniu, na które my niestety nie dotarliśmy gubiąc się gdzieś po drodze i trafiając do jednej z mniejszych świątyń. Przebywający w niej mnich zachęcił nas do wejścia, po czym zawiązał każdemu z nas na nadgarstku kawałek białego sznurka (bransoletki), odmawiając modlitwę i błogosławiąc (tak nam się wydaje, nie znając tajskiego możemy się tylko domyślać). Podobno taki rytuał ma przynieść obdarowanemu szczęście – przyjmujemy taką wersję 🙂

W okolicach Chiang Mai odwiedziliśmy również rezerwat słoni – Elephant Nature Park.

Phitsanulok

W drodze z Chiang Mai do Phitsanulok

 

W Phitsanulok właściwie nie ma nic, co przyciągnęłoby turystę, poza punktem przesiadkowym na trasie do Sukhothai. Ot taka zwykła mieścina, poza utartym szlakiem, jakich pewnie wiele w Tajlandii. Jednocześnie Phitsanulok okazuje się dobrą bazą wypadową i miejscem, gdzie można odpocząć od popularnych turystycznych atrakcji i poznać tą zwyczajną, autentyczną i po prostu swojską Tajlandię.

Na uwagę zasługuje zdecydowanie miejscowy bazar z jedzeniem tuż przy dworcu, gdzie można zasmakować świeżo przygotowanych przysmaków w rozmaitych kombinacjach. Korzystając z ulicznych straganów można najeść się do syta za niewiarygodnie niską cenę.

Czasem było nam trudno poruszać się między kramami, co chwilę słysząc odgłosy zachwytu na widok Mai i wzbudzając zainteresowanie sprzedawców i przechodniów. W końcu to raczej niecodzienny widok zobaczyć dziecko siedzące w “plecaku”, dzięki czemu szybko staliśmy się rozpoznawalni w okolicy 🙂 Kiedy Łukasz udał się kolejnego dnia na szybkie zakupy do pobliskiego sklepu, tym razem bez Mai w nosidle, panie za kasą z przejęciem zapytały gdzie jest to małe dziecko i kiedy znów z nią przyjdzie na zakupy.

Sukhothai

Kompleks ruin w Sukhothai, uznawanym za pierwszą stolicę Królestwa Tajlandii, można uznać za tajski odpowiednik kambodżańskiego Angkor Wat. Miejsce niezwykle tajemnicze, ciekawe i na pewno robiące ogromne wrażenie. Ze zwiedzaniem ruin mieliśmy tylko jeden problem – jakieś 40 stopni przy deficycie cienia. W takich upalnych warunkach trudno zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej, szczególnie z malutkim dzieckiem.

Tak czy inaczej to niezaprzeczalnie intrygujące miejsce, które po prostu trzeba zobaczyć. Mimo że w większości to tylko marne resztki dawnej świetności, nadal budzi respekt i podziw. Dla bardziej mobilnych możliwe jest wynajęcie na miejscu rowerów, dzięki którym w czasie zwiedzania można złapać choć trochę orzeźwiającego podmuchu wiatru.

Lop Buri – miasto małp

Lop Buri znane jest głównie dzięki obecności wszędobylskich małp. Zwierzęta opanowały miasto – panoszą się po ulicach, grasują w sklepach, skaczą po dachach, huśtają się na kablach lub odpoczywają na daszkach czy słupach. W miarę zbliżania się do świątyni było ich coraz więcej. Mieszkańcy mają nieco utrapień z natrętnymi małpami, ale z drugiej strony zdają sobie sprawę, że to wizytówka ich miejscowości, są atrakcją, na której można zarobić. Sprzedawcy ratują swoje towary przed rabusiami umieszczając obok towarów pluszowe… krokodyle! Może przez fakt, że przypominały już raczej wytarmoszoną i brudną maskotkę nie spełniały do końca swojego zadania bo małpy i tak wciskały się do środka.

Świątynia to dla lopburskich małp miejsce żerowania. Doskonale wiedzą, że dostaną tam specjalnie przygotowane kawałki galaretki czy też nasiona słonecznika, w które każdy odwiedzający może się zaopatrzyć zaraz przy bramie świątyni. Znaleźć chętnych małpich smakoszy nie wymaga żadnego wysiłku bo małpy same się właściwie częstują. A są naprawdę wszędzie poza samym środkiem świątyni.. Można powiedzieć, że stapiają się z szarymi kamiennymi murami świątyni – dopiero po chwili zauważamy, że są ich setki, na dole, na górze, na pomniku Buddy, przy nim, dyndające na kratach czy śledzące turystów skuszone smakołykami. Są na tyle oswojone, że nie boją się nawet wyrwać z rąk właściciela przedmiotu, który ich interesuje, np. książki czy też aparatu dlatego trzeba mieć się na baczności.
W Lop Buri małpa rządzi 🙂

Ayutthaya

W drodze na południe zatrzymujemy się na jedną noc w Ayutthaya, drugiej stolicy Syjamu. Na zwiedzanie kolejnych ruin świątyń to pewnie za mało by dokładnie je poznać. Upał po raz kolejny utrudniał nam skupienie się na zabytkach, ale mimo wszystko udało nam się wczuć w atmosferę miejsca. To dosyć popularny kierunek wycieczek jeśli już jakiekolwiek docierają do tej części Tajlandii. Zwiedzających nie brakuje a jednak na miejscu nie odczuwamy tłoku – kompleks jest wystarczająco rozległy by każdy mógł swobodnie przemieszczać się między atrakcjami. Wznoszące się na dużej powierzchni charakterystyczne wieże świątyń wyglądają wręcz jak z bajki, dopiero z bliska widać jak potężne i solidne są to budowle. Wspięcie się po stromych, dużych schodach prowadzących do maleńkich kapliczek osadzonych w ich górnej części wymaga sporo wysiłku. Odpocząć można w cieniu drzew nieopodal kamiennych pomników siedzącego Buddy.

Samo miasto Ayutthaya również wydaje się warte uwagi jeśli tylko mamy do dyspozycji więcej czasu na miejscu. Uważać jednak należy w czasie wieczornych przechadzek bo można się natknąć na hordy bezpańskich psów potrafiących łazić za nami przez pół miasta w nie do końca przyjaznym nastawieniu.

Z Ayutthaya udajemy się pociągiem dalej na południe, o czym więcej w następnym poście.


Sprawdź również pozostałe wpisy z Tajlandii.

Tagi
POWIĄZANE WPISY
4 komentarze
  1. Odpowiedz

    Magda

    6 grudnia 2014

    Zapisuję w ulubionych 🙂 Świetne zdjęcia. Jeśli można zapytać: czy bilety kolejowe kupujecie z większym wyprzedzeniem czy na bieżąco?

    • Odpowiedz

      Łukasz Kasperek

      7 grudnia 2014

      Dzięki, Magda! Bilety kupowaliśmy na bieżąco, tego samego dnia lub dzień wcześniej. Na pewno warto kupować z większym wyprzedzeniem bilety na dłuższe trasy, szczególnie jeśli zależy komuś na miejscach leżących w wagonie z przedziałami. My nie mieliśmy sztywnego planu więc planowaliśmy często z dnia na dzień.

  2. Odpowiedz

    Magda

    14 grudnia 2014

    Bardzo dziękuje za odpowiedź! A widzę, że Wy już w całkiem innym miejscu … nadrabiam 🙂

    • Odpowiedz

      Łukasz Kasperek

      14 grudnia 2014

      Magda, to my nadrabiamy zaległości i publikowaliśmy relację z Tajlandii ze sporym opóźnieniem. Teraz zaczynamy pisać o ostatniej podróży, z której też już zdążyliśmy wrócić kilka tygodni temu 😉

Zostaw komentarz:

Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Kategorie

Newsletter

Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb