Europa Madera Portugalia

Siedem pomysłów na Maderę

-
31 października 2019

To nie był pierwszy raz w Portugalii. A jednak za każdym okazuje się, że opisanie tego kawałka Europy jest niełatwym zadaniem. Lądowa część Portugalii to świat zupełnie inny niż Azory, te z kolei mają zupełnie inny charakter i walory niż Madera. Ta ostatnia wyspa długo na nas czekała, ale oczywistym dla nas było, że w końcu tam polecimy. A tam w ciągu ośmiu dni pobytu zmierzyliśmy się z wyzwaniem godzenia potrzeby leniwego smakowania nowego z chęcią aktywnie spędzonego czasu z dziećmi na wyspie.

1. Szlaki piesze wzdłuż lewad – kanałów irygacyjnych (levadas)

Mówi się, że Maderę można przejść wzdłuż i wszerz. Coś w tym jest, bo sama wyspa nie jest duża i ma wiele malowniczych pieszych szlaków. Ciekawym urozmaiceniem są te biegnące wzdłuż kanałów irygacyjnych, czyli lewad umożliwiających nawodnienie pól na stromych maderskich zboczach. Takich tras jest na Maderze sporo więc z łatwością można wybrać taką, która odpowiada nam długością i stopniem trudności.

Zaczęliśmy od Levada do Norte mającego swój początek pod punktem widokowym Cabo Girão.  Szlak kończy się w Boa Morte w Ribeira Brava, ale można z niego zejść na praktycznie dowolnym etapie. Nasz spacer z dziećmi miał kilka kilometrów i niestety nie obył się bez trudności z identyfikacją właściwego kierunku szlaku. Kwestia oznaczenia jest z pewnością czymś wartym ulepszenia. Dodatkowo wybrany odcinek ścieżki biegł zboczem w pełnym słońcu. Mimo wszystko jednak dziewczynki nie narzekały a widok tarasów uprawnych wzbudzał ciekawość.

Drugim wybranym przez nas szlakiem była Levada dos 25 Fontes i Levada do Risco. To już dłuższa wycieczka, w naszym przypadku całodniowa. Początkowo biegnie asfaltową drogą z parkingu (2km). Ten etap ma swój koniec przy schronisku/małej restauracji by następnie przejść w ścieżkę biegnącą pachnącym lasem o najróżniejszych odcieniach zieleni. Raz po raz schodzi schodami w dół, to znów pnie się w górę. Czasem biegnie tuż nad przepaścią i staje się naprawdę wąska. Taki widok może zakręcić w głowie, na szczęście są zabezpieczenia. W końcu dotarliśmy do głównego celu z wodospadami obmywającymi zielone skalne ściany. Całość tej trasy, pokonanej przez dziewczynki o własnych siłach, to około 9 kilometrów w dwie strony. Magiczny las, wyzwania po drodze, wreszcie bajeczne wodospady sprawiły, że zupełnie zapomniały o zmęczeniu. Oszczędzając im kolejnych kilometrów wspinaczki pod górę asfaltową drogą pod Rabaçal złapaliśmy busa na parking (cena €3 za osobę, dzieci gratis).

Dużo więcej o pieszych szlakach na Maderze przeczytasz w przewodniku u Anity.

 

2. Trasa trekkingowa na Ponta de Sao Lorenco (Półwysep św. Wawrzyńca)

Najdalej wysunięta na wschód część wyspy, jednocześnie najwęższa, to smagany wiatrem Półwysep św. Wawrzyńca porośnięty skąpymi kępkami traw. To również niewątpliwie jedna z ciekawszych, bardzo malowniczych tras trekkingowych. Na początku biegnie specjalnie przygotowaną drewnianą kładką, następnie zmienia się w skalistą, wąską ścieżkę przez kolejne kilometry aż po najdalej wysunięty cypel na wschodzie. Pokonaliśmy zaledwie część trasy, ale bardziej wytrwałym warto polecić całość. Ze wzniesień można podziwiać imponujący widok skalistego wybrzeża obmywanego falami oceanu.

 

3. Plażowanie

Madera nigdy nie kojarzyła nam się z plażami. Zaskoczyła nas więc nie tylko ich ilość, ale również różnorodność i niewielką ilością turystów, którzy korzystali z nich we wrześniu. Tylko parę z nich może poszczycić się złocistym piaskiem. Jedną z nich jest plaża w Calheta, w bezpośrednim sąsiedztwie luksusowych hoteli. Większość plaż jest bardziej oryginalna, bo czarna – kamienista lub piaszczysta. I oczywiście na takich, gdzie można się solidnie ubrudzić dziewczynki miały największą frajdę.

 

Dużą popularnością na Maderze cieszą się plaże bardziej… betonowe. Do Porto Moniz na północno-zachodnim wybrzeżu wabią turystów naturalne baseny wypełnione wodą oceaniczną, która w czasie naszych kąpieli miała we wrześniu temperaturę powyżej 20 stopni. Ceny wstępu na baseny są niewygórowane jak na taką miejscówkę: 1,50 euro za osobę. Dodatkowo na miejscu można wynająć leżaki i parasole, co jest całkiem wygodną opcją w przeciwieństwie do odpoczynku na twardym betonie.

4. Poszukiwanie delfinów i wielorybów

Szukaliśmy już delfinów i wielorybów w Omanie i na Azorach. W pierwszym przypadku z większym powodzeniem, w drugim poszukiwania były mniej owocne. Maja niewiele z tych rejsów zapamiętała. a dla Ali możliwość zobaczenia na oceanie delfinów czy wielorybów było nowością. Nic dziwnego, że obie z entuzjazmem wyczekiwały wypłynięcia z portu w Calhecie na otwarty ocean, by spotkać w naturalnym środowisku te niezwykłe ssaki. Oczywiście najpierw tzw. spottersi musieli z odległości je wypatrzyć, by sternik popłynął z kilkuosobową wycieczką we właściwym kierunku. Skorzystaliśmy w tym przypadku z oferty H2O Madeira, ale w porcie nie brak podobnych agencji oferujących nie tylko podobne dwugodzinne rejsy, ale często łączące je z możliwością nurkowania z profesjonalnym sprzętem. Tak czy inaczej, wycieczka może nie być odpowiednia dla osób z wrażliwym żołądkiem czy predyspozycjami do choroby morskiej. Dziewczynki w towarzystwie taty i babci dobrze zniosły ten czas, ale trzeba zaznaczyć, że czas dryfowania w oczekiwaniu na wynurzenia delfinów i wielorybów bywa najtrudniejszy.

Cena: €40 za osobę dorosłą, €20 za dzieci powyżej 2 lat.

5. Miasta, miasteczka

Funchal najpierw poznajemy z góry. Mieści się tu bowiem jedyne na Maderze lotnisko. Samo lądowanie może zmrozić krew w żyłach kiedy lawirując pomiędzy skałami zniżamy się do płyty lotniska w dużej części usadowionej na filarach i kończącej się tuż nad oceanem. Dodajmy do tego wiatr, który często utrudnia pilotom podejście do lądowania i sprawia, że samolot buja się to w jedną, to drugą stronę. Na szczęście ominęły nas takie sceny bo pogoda w czasie lądowania i startowania była bardzo spokojna.

O wiele spokojniej jest też w samym miasteczku. Główne, najbardziej popularne uliczki można przejść wzdłuż i wszerz w kilkanaście minut.

Camara do Lobos to miejsce, które wybraliśmy na nocleg. Najbardziej znaną częścią miasteczka jest część portowa i kilka uliczek z gwarnymi knajpkami. Znakiem reklamowym stał się Churchill, który jak wieść niesie przybył tu by oddawać się swojej wielkiej pasji – malarstwu.

W Santanie centrum stanowi mały skansen z charakterystycznymi trójkątnymi domkami otoczonymi imponującymi okazami hortensji. Wielka szkoda, że mieszczą się w nich same sklepiki zamiast czegoś na kształt muzeum. Oprócz domków i pięknego widoku na okolicę niewiele może nas tu zatrzymać na dłużej.

Monte reklamuje szyld z saniami sunącymi asfaltową drogą w dół i zadowolonymi minami turystów. I właściwie jedynie po to, by skorzystać z tej niecodziennej rozrywki przybywają oni do tej małej miejscowości. Być może to całkiem przyjemny sposób na spędzenie wolnego czasu, ale jednak kosztowny: 25 euro za osobę, 30 euro za dwie osoby, 45 euro za trzy osoby. Do tego doliczyć trzeba jeszcze koszt przejazdu z powrotem na górę do miasteczka jeśli nie mamy ochoty pokonać tego odcinka pieszo. Zjazd saniami odpuściliśmy sobie bez szczególnego żalu.

Do Santa Cruz przyciągnął nas głównie…głód. Szukaliśmy bowiem miejsca na smaczny obiad w przyjemnej scenerii. I okazało się, że Santa Cruz to strzał w dziesiątkę. To kolejna niewielka miejscowość, zadbana i urokliwa. Oprócz dobrej cukierni i wartych polecenia lokalnych knajpek w okolicy kościoła można również posiedzieć na kamienistej plaży.

6. Punkty widokowe i Teleferico

Na Maderze niełatwo znaleźć kawałek płaskiego terenu. Nic dziwnego, że co krok można natknąć się na jeden z wielu punktów widokowych. Jedynym ograniczeniem może okazać się szybko zmieniająca się pogoda. Bezchmurne niebo w jednym miejscu parę kilometrów dalej może przejść w wielką szarą chmurę przysłaniającą spektakularne widoki.

Jako numer jeden wymienia się Cabo Girao. Rzeczywiście trzeba przyznać, że widok z klifu zapiera dech w piersiach, szczególnie jeśli podziwia się go z perspektywy platformy widokowej ze szklaną podłogą. Polecamy unikać godzin porannych, miejsce jest niezwykle popularne wśród wycieczek i nietrudno trafić na grupy żądne fotograficznej pamiątki ze szklanego podestu. Nieważne, że przed chwilą na chwiejnych nogach i bladych ze strachu twarzami wchodzili niepewnie na platformę, zdjęcia zawsze pokazują hardość i uśmiech.

Teleferico to nic innego jak kolejka górska spinająca maderskie wzgórza i najważniejsze punkty wyspy. Początkowo powstawały wychodząc naprzeciw potrzebom miejscowych rolników, kolejki umożliwiały bowiem dostanie się na wyżej położone spadziste poletka z uprawami. Dzisiaj mają zdecydowanie bardziej turystyczny charakter. Popularnym odcinkiem kolejki jest trasa z Funchal do Ogrodu Botanicznego. Wybraliśmy jednak inny odcinek – o wiele krótszy, za to niemniej atrakcyjny. Faja dos Padres to kilka minut jazdy stromym klifem schodzącym na wybrzeże. Poza widokami, których nie trzeba reklamować, przy stacji docelowej znajduje się m.in. uprawa bananowców, papai i mango. I okazja do poleżenia na kamienistej plaży.

7. Samochodowe trasy widokowe

Zanim pojawiły się na Maderze liczne tunele jazda samochodem drogami wiodącymi tuż nad przepaścią musiała budzić dreszczyk emocji. Dzisiaj wyspę można szybko przejechać wzdłuż i wszerz w bezpieczniejszy i spokojniejszy sposób. Ale nadal są trasy, z których można podziwiać spadziste zbocza i rozbijające się na dole oceaniczne fale. Albo takie, które wspinając się serpentynami w górę zabierają nas w magiczne leśne krajobrazy. Jedną z podobnych tras jest odcinek łączący na północy Sao Vicente z Sao Jorge.

Generalnie jeżdżąc samochodem po wyspie trzeba się wysilić by nie trafić na jeden ze spektakularnych widoków. Jednocześnie nie wyobrażamy sobie pobytu na Maderze bez możliwości przejechania tych spektakularnych tras.

Na Maderze korzystaliśmy z wypożyczalni Madeira Car Booking, którą możemy z czystym sumieniem polecić.

 

Czy przesadą będzie określić Maderę jako kierunek dla każdego? Myślę, że można pokusić się o takie stwierdzenie, bo jak staraliśmy się uwidocznić oferuje sporo sposobów na spędzenie urlopu. A nam udało się część z nich sprawdzić na sobie – rodzicach trzylatki i sześciolatki, jak i towarzyszącej nam w podróży tym razem babci. Wynik: żaden z uczestników wycieczki nie opuścił Madery rozczarowany 😉


W kolejnym wpisie zamieścimy zestaw praktycznych informacji odnośnie organizacji wyjazdu na Maderę, więc jeśli masz już teraz jakieś pytania, daj znać w komentarzu, a odpowiedzi uwzględnimy w artykule praktycznym.

Polecamy również nasze artykuły dotyczące Wyspy św. Michała na Azorach – wciąż nie potrafimy zdecydować czy bardziej podobały nam się Azory czy Madera 😉

Tagi
POWIĄZANE WPISY

Zostaw komentarz: