Kolumbia Świat

Kolumbijska opowieść wigilijna

-
23 grudnia 2018

W przeddzień wigilii dworzec w Bogocie pęka w szwach. Podróżni z walizkami i torbami zajmują każdy możliwy kąt. Jedni pogrążeni w rozmowach, inni w milczeniu obserwujący otoczenie, wszyscy pogodzeni z faktem oczekiwania. I choć to żadna nowość w Kolumbii, to jest w tym czekaniu jakaś niecierpliwość, która powoduje, że kolejka do wejścia na peron autobusowy formuje się ciasno w parę minut. Stoimy ściśnięci w dusznym przedsionku, kiedy kierowca załatwia formalności przy okienku. Czekamy.

Cel: Manizales

Poranek, 24 grudnia. Po 10 godzinach docieramy wymęczeni do celu. W tym czasie zdążyłam już zapomnieć że autokar był wygodny i czysty. Nie zdążyłam skorzystać z pokładowego system rozrywki ani po prostu się wyspać. Pamiętam za to, że droga składała się z jakiegoś tysiąca ciemnych i zamglonych zakrętów, po których kręciło mi się w głowie i było niedobrze. Nieprzytomnym wzrokiem obserwuję biegające po dworcowym placu, wyspane i pełne energii Maję i Alę.

Dom

Andres odbiera nas z dworca i wspólnie pakujemy się do kolejki, a potem małego samochodu. Jego piętrowy dom jest częścią ciasnej szeregowej zabudowy w sprawiającej wrażenie spokojnej dzielnicy Manizales. Miejsca w nim jest akurat na czteroosobową rodzinę, jeśli nie liczyć dwóch kotów i dwóch psów. Te najchętniej zasiadają na kanapach na parterze. Koty preferują łóżka na piętrze lub okolice skromnej choinki, którą bezlitośnie skubią i drapią.

W polskich domach w popołudnie wigilii Bożego Narodzenia niemal wszystko jest już gotowe i czeka się już tylko na to, by zasiąść do stołu. Rodzina Andresa nie ma jednak nawet zrobionych zakupów i zupełnie się tym nie przejmuje. Rozmawiamy, żartujemy, w tle telewizyjne pasmo świąteczne. O 16 bez pośpiechu Andres z rodziną wybiorą się na najbliższy targ na zakupy. O niegotowy wigilijny stół nie trzeba się martwić, bo i stołu w tym domu nie ma.

Sąsiedzi

Na ulicy przed domem sąsiedzi rozpalają duże ognisko i umieszczają nad nim ogromny kocioł. Powstanie w nim jedna z potraw – natillas, rodzaj budyniu z dodatkiem bakalii. Do drzwi puka sąsiad częstując jeszcze ciepłymi buñuelos – serowymi pączkami. Co chwilę pojawia się nowa twarz, która przewija się przez dom Andresa. To rodzina, znajomi i znajomi znajomych wpadają z życzeniami. Z nami rozmawiają jakbyśmy się dobrze znali. Dźwięki muzyki dobiegające z sąsiedztwa stają się coraz głośniejsze.

Kolacja

Zapada wieczór. W domu coraz tłoczniej. Ktoś przynosi coś do jedzenia, ktoś inny jakiś napój. Ale kolacji jak nie było, tak nie ma. Nikomu to jednak nie przeszkadza. Minie jeszcze parę godzin czekania zanim Sandra, żona Andresa z pomocą innych kobiet poda wigilijny posiłek. Na talerzu ląduje sałatka, arepas (placek kukurydziany), ryż. Każdy dostaje swoja porcję, ale miejsca będzie musiał poszukać sam.  Goście siadają na schodach, podłodze, szczęśliwcom udaje się wcisnąć na kanapę. Jest tak gwarno, że trzeba się chwilami przekrzykiwać. Do tego muzyka na zewnątrz jest coraz głośniejsza, przed domy wystawiane są kolejne olbrzymie głośniki.

W Polsce już dawno cicha noc.

Pastor Lopez z głośnika

Andres podejmuje się sąsiedzkiej rywalizacji. Podłącza swój głośnik estradowy podkręcając głośność do maksimum. W tym hałasie trudno już usłyszeć jakąś melodię, ale dudnienie jest wszędzie takie samo. Na ulicy i w domach zaczynają się tańce. Pastor Lopez bez wytchnienia wyśpiewuje swoje hity z głośnika.

Kiedy wydaje się, że już nikogo więcej nie pomieści dom Andresa, pojawiają się kolejni goście. Niektórzy z walizkami, bo jak się okazuje mają zamiar zostać dłużej. Będą spać na rozłożonych ciasno materacach w kuchni i salonie. W końcu przychodzi czas rozdawania prezentów, na które ostatkiem sił wyczekują dziewczynki. Ale zanim to nastąpi trzeba jeszcze zagrać w grę, której zasady objaśniła gospodyni. To niejako walka o prezenty – trzeba je rozpakować mając na dłoniach ogromne rękawice kuchenne.

 

 

Zmęczone zabawą i hałasem Alicja i Maja błyskawicznie zasypiają w pokoju gościnnym na piętrze. Wraz z nimi zasypiamy i my. Na dole impreza trwa w najlepsze, a muzyka nie cichnie aż do świtu. W nocy śni mi się śpiewający Pastor Lopez.

Manizales to jedno z wielu miejsc w Kolumbii, które nie pogrąża się w ciszy i zadumie na Boże Narodzenie. Zamiast tego panuje radość manifestowana głośno i wyraziście. To święto spontanicznych spotkań, które odbywają się w atmosferze godnego pozazdroszczenia luzu. I choć Święta Bożego Narodzenia w Polsce są bez dwóch zdań piękne, może warto byłoby przenieść nieco takiego podejścia na polski grunt?


 

 

Tagi
POWIĄZANE WPISY
Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Kategorie

Newsletter

Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb