Iran Świat

Couchsurfing w Iranie

-
26 września 2017

Kilkanaście niedospanych nocy, godziny rozmów i ucztowania na perskich dywanach, dziesiątki gorących herbat wypitych w czasie niekończących się spotkań z Irańczykami. To tylko część podsumowania naszych doświadczeń z irańskim Couchsurfingiem. Bo w Iranie wszystko, co w tej inicjatywie dobre i pozytywne trzeba wielokrotnie pomnożyć. W całej podróży nie spotkało nas nic lepszego niż wizyty w irańskich domach, w których od samego wejścia traktowani byliśmy jak dawno niewidziani krewni. Za murami istniał inny świat, którego nie sięgały zakazy, restrykcje, nieważna była religia, pochodzenie czy światopogląd. A największą świętością była rodzina i celebrowanie wspólnie spędzonego czasu.

Poznaj moją rodzinę i sąsiadów

Do Zarrinshahr docieramy spóźnieni. Udało nam się przekonać taksówkarza Aliego, że nie trzeba nas częstować obiadem w jego domu, ale nie zdołaliśmy okiełznać jego zapału do pokazywania wszystkich ciekawych miejsc w drodze do celu. Tymczasem rodzina naszego gospodarza wyczekuje nas z kolacją, nie zważając na to, że dla części jej członków chwila wyczekiwanego posiłku w ramadanie zostanie odwleczona o kolejne godziny. [Więcej o jedzeniu i Ramadanie przeczytasz tutaj.]Kiedy w końcu pojawiamy się w drzwiach, radosnych powitań nie ma końca. Matka Baghera – naszego gospodarza, ściska mnie serdecznie i całuje w policzki. Ściąga też chustę z mojej głowy dając do zrozumienia, że mam czuć się jak w domu.

 

Kulamy kluski śląskie w Iranie

Wspólna uczta

Rodzinne zbieranie morwy

 

Na  barwnym dywanie czeka już gorąca kolacja, wokół której rozsiada się najbliższa rodzina Baghera. Dołącza również Ali – wydaje się, że taksówkarz zapraszany na posiłek to nic nadzwyczajnego. Tak jak fakt, że od chwili przekroczenia progu domu każdy z domowników troszczy się o to, by było nam wygodnie, a nasze talerze i filiżanki nie były puste. Niepostrzeżenie zostajemy włączeni w codzienne funkcjonowanie rodziny, w której szczególnie celebruje się czas spędzany razem: w czasie posiłków, sprzątania, popołudniowej herbaty czy zbieraniu morwy w niedalekim sadzie.

W ciągu kilku dni poznajemy nie tylko rodzinę naszego gospodarza, zapraszani jesteśmy również na herbatę do sąsiadów. Z każdą chwilą w rodzinnym domu Baghera, maleje nasza ochota na to, by stąd wyjeżdżać. Zostajemy więc dłużej niż zakładaliśmy ku radości przyszywanego irańskiego wujostwa.

 „Just 10 minutes!”

Po całym dniu w Isfahanie Bagher odwozi nas do Zarrinshahr. Jest późno, Alicja zasypia na rękach, Maja gada już prawie przez sen. „Po drodze odwiedzimy jeszcze rodzinę mojego szwagra, ok? Bardzo chcieli was poznać”, rzuca z siedzenia kierowcy nasz gospodarz. Delikatnie próbujemy go przekonać do zmiany planów, po wielu godzinach na mieście dzieci zasługują na porządną dawkę snu. Nasz przyjaciel wygląda na wyraźnie zakłopotanego – zdążył już obiecać, że wpadniemy. „Tylko 10 minut. Wejdziemy na herbatę i to wszystko”, przekonywał. Nie chcąc sprawiać zakłopotania, oczywiście pojechaliśmy.

W Isfahanie

 

Powitano nas herbatą i świeżo upieczonym ciastem. Potem pojawiły się słodkie ciastka i owoce. Maja odzyskiwała powoli siły, rozbudzona Ala penetrowała nowoczesne mieszkanie szwagra na czworakach. Mimo późnej pory pojawiać się zaczęli kolejni członkowie rodziny, z dużym czekoladowym tortem. Co prawda siostrzenica obchodziła urodziny dwa tygodnie wcześniej, ale przecież można to powtórzyć. Włączono głośno muzykę i rozpoczęły się tańce. Nie było łatwo wyjść – wspólnym fotografiom i pożegnaniom nie było końca. Z 10 minut zrobiło się dobrych kilka godzin.

 

Dom z duchem

W Jazdzie mieliśmy świetną lokalizację – w starej części miasta, niedaleko głównej drogi wiodącej do najpopularniejszych miejsc. Dom, w którym mieliśmy nocować mieścił się w murach z suszonych cegieł, a niepozorne wejście stanowiły wąskie metalowe drzwi. Choć od śmierci ojca gospodarza parę lat wcześniej nikt w budynku nie mieszkał, to wnętrze wyglądało, jakby lokator dopiero co wyszedł. Poczciwy starszy pan spoglądał na nas z fotografii, a jego drobiazgi wciąż można było znaleźć w kuchni i małym pokoju dziennym. Tej nocy żaden z nas nie przespał dobrze z powodu duchoty i niewydajnej, hałaśliwej klimatyzacji, ale również dziwnej atmosfery panującej w domu.

Nasz gospodarz mieszkał w domu w innej części miasta, ale spędzał z nami każdą swoją wolną chwilę wożąc nas po mieście swoim wygodnym samochodem i wiele opowiadając o swoim mieście.

 

Poza szlakiem, na irańskiej wsi

Mieszkanie wynajmowane przez Karena mieściło się w ubogiej dzielnicy na obrzeżach Hamadanu. Praca nauczyciela ściągnęła go z prowincji do miasta, ale gdy tylko miał chwilę wracał w rodzinne strony. Pewnego dnia zapytał, czy nie chcielibyśmy mu towarzyszyć. Nie trzeba było pytać dwa razy, gdy tylko jest ku temu okazja bardzo sami chętnie uciekamy. Kilkanaście minut samochodem i znaleźliśmy się w innym świecie. Wieś była niewielka, otoczona zewsząd zielenią pól. Zza bram słychać było odgłosy baranów, kurczaków, indyków. Do domu rodziców Karena wchodziło się właśnie wprost z takiego gwarnego podwórka.

Maja próbuje grać na perskim setarze

 

Mama Karena krząta się w kuchni szykując kolację choć na jej posiłek przyjdzie czas dopiero po wieczornej modlitwie w meczecie. Na dywanie rozkłada ceratę a na niej przeróżne specjały. Każdy z nich tak smaczny, że nie sposób przestać jeść. Ta domowa „restauracja” była po prostu bezkonkurencyjna.

Miejscowy pasterz codziennie wypasa kilkaset owiec z kilku gospodarstw

Karen postanowił pokazać nam rankiem okolicę i objaśnić, jak działają kanaty (podziemne instalacje wodne). Zatrzymaliśmy się na chwilę na końcu ścieżki prowadzącej na pola pochłonięci rozmową. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ktoś mnie obserwuje. Przeczucie okazało się trafne – nieopodal stoi kobieta szczelnie zakryta czernią czadoru. Spogląda na mnie nieruchomo przez kilka minut. Mijają kolejne, a obserwatorka wciąż nie spuszcza ze mnie wzroku. Trochę mnie to niepokoi, pytam więc Karena co jest powodem natrętnego spojrzenia. Może razi ją mój strój? Nie mam na sobie czadoru, tylko wzorzyste długie spodnie, jasną bluzkę i cienką chustę. Może zrobiłam coś, czego nie powinnam? „Nic z tych rzeczy”, mówi Karen. „Jesteś po prostu pierwszą turystką, jaka kiedykolwiek pojawiła się w tej wsi (bo i trudno o powody, by ją odwiedzić). Sąsiadka bardzo by chciała coś powiedzieć, nawiązać kontakt, ale zupełnie nie wie jak, nie potrafi. Nie wie jak się zachować, więc po prostu stoi i patrzy”.

Wieść o niecodziennych przybyszach rozchodzi się po wsi bardzo szybko. Zaczynają się schodzić dzieci z sąsiedztwa, by zobaczyć rzadkie okazy turystów. Są przy tym tak nieśmiałe, że nie potrafią z siebie wykrztusić ani słowa.

Chłopaki z sąsiedztwa

 

Couchsurfing u kobiety

W upalnym Szirazie zaprasza nas do siebie Couchsurferka – Nargess. Oczywiście nie przyjmuje nas sama, lecz ze swoim partnerem. W końcu jesteśmy w Iranie, gdzie kobieta wielu rzeczy nie powinna robić. Mimo wyraźnie krępujących wolność gospodyni nakazów pozostaje wciąż niebywale pozytywną osobą. Wierzy, że uda się jej rozpocząć lepsze życie poza Iranem, planuje każdy krok mający ku temu prowadzić.

Niestety zarezerwowane już bilety lotnicze skracają nasz pobyt w Szirazie, przez co z pewnością minęło nas jeszcze więcej ciekawych rozmów i żartów przy serwowanych przez gospodarzy daniach.

Rodzina spotyka rodzinę

Po godzinach spędzonych w autokarze wczesnym chłodnym rankiem docieramy na opustoszały dworzec w Tabrizie. Kręcą się po nim wyłącznie taksówkarze, którzy błyskawicznie zjawiają się obok oferując łamaną angielszczyzną swoje usługi. Nie musimy się tym razem martwić o transport – kolejny gospodarz czeka już na nas w pachnącym nowością samochodem na pobliskim parkingu.

Mieszka wraz z żoną i kilkuletnim synkiem w przestronnym mieszkaniu. Do naszej dyspozycji oddany zostaje pokój najmłodszego członka rodziny.

Kolejny raz Ramadan zostaje zamieciony pod dywan. Przygotowywane są pyszne śniadania, obiady i kolacje. Rozmowy toczą się na przeróżne tematy, nie brakuje w nich krytycznego spojrzenia gospodarzy na irańską rzeczywistość. Poznajemy najbliższą rodzinę i spędzamy wiele czasu razem na zwiedzaniu okolicy.

 

W Kandovan

Znów wspólne gotowanie. Jak nie rolady, to indyjskie butter masala.

Jak działa Couchsurfing w Iranie?

[Jeśli Couchsurfing to dla Ciebie nowe pojęcie, zapraszamy do wpisu o Couchsurfingu.]

Strona Couchsurfingu jest w Iranie blokowana. Wystarczy jednak nawiązać połączenie VPN za pomocą powszechnie dostępnych aplikacji, by połączyć się z serwisem. Gospodarzy szukaliśmy z kilkudniowym wyprzedzeniem, czasem wiadomości zdawały się docierać z opóźnieniem, co zapewne ma związek z filtrowaniem komunikacji.

Couchsurfing w Iranie nie jest w pełni legalny, ale można stwierdzić, że korzystanie z niego jest tolerowane przez władze. Irański wywiad zdaje się wiedzieć o obywatelach niemal wszystko więc zdaje sobie sprawę z tego, że Irańczycy chętnie oferują noclegi w swoich domach. Jeden z naszych gospodarzy był nawet głęboko przekonany, że z uwagi na jego dużą aktywność któryś z jego dotychczasowych gości musiał być podstawiony.

Couchsurfing w wydaniu irańskim może być naprawdę kłopotliwy. Potrafi nieźle namieszać w planach, pokrzyżować plan dnia i zabrać godziny snu. Prowadzi do objadania się domowymi potrawami i późnowieczornego smakowania słodkości i owoców. Wymaga elastyczności, otwartości i gotowości do rozmów. Jednocześnie powoduje, że nawet nie znając perskiego (farsi) i mając przed sobą gospodarza nie władającego językiem angielskim,  możemy się skutecznie porozumieć. Jest drogą do zdobywania znajomych, dla których komfort gościa jest ważniejszy niż ich własny. W końcu daje gwarancję, że irańska podróż zapisana wspomnieniami z irańskich domów będzie niepowtarzalna.

 

Tagi
POWIĄZANE WPISY
  • Oj, jak bardzo zatęskniłam za tym couchsurfingowym duchem. Cudowny, przepiękny wpis!

Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Wpisy wg daty
Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb

Newsletter

Znajdziesz nas również na: