Plitwickie Jeziora, Chorwacja
Bałkany Chorwacja Europa

Chorwacja nieco inaczej

-
18 września 2014

W Chorwacji byliśmy już parokrotnie i nie spodziewaliśmy się, że nas jeszcze czymś zaskoczy. Kojarzyła nam się raczej z popularnym kierunkiem wczasów (zdominowanym przez urlopowiczów z Polski), zatłoczonymi plażami, licznymi wyspami i kuchnią podporządkowaną podniebieniom niewymagających turystów.

Istria

Zaczynamy od kilku dni w Rovinj. W przeciwieństwie do turystycznej pustki w Słowenii, tutaj na każdym kroku spotykamy wczasowiczów, głównie Niemców.  Mimo tego baza noclegowa ma na tyle bogatą ofertę, że każdy może znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Wynajmujemy „apartman” na obrzeżach, witają nas właściciele – starsze małżeństwo Chorwatów. Oczywiście zachwycają się Mają, która mimo przebytej trasy jest w pełni gotowa do zawierania nowych znajomości.

Rovinj

W mieszkaniu mamy do dyspozycji kuchnię więc możemy sami przygotować obiad ze świeżych owoców morza, które Łukasz zdobywa na targu rybnym (i pewnie okazał się jedynym turystą, który udał się tam bladym świtem). Do tego świeża oliwa, której szeroki wybór może przyprawić o zawrót głowy.

Poranny targ w Rovinj

Poranny targ w Rovinj

Poranny targ w Rovinj

Rovinj wydaje się być bardziej włoskie niż chorwackie i gdyby nie język i pojawiające się na budynkach flagi można by pomyśleć, że to część północnych rejonów Włoch. Faktycznie przez długi okres Istria była częścią Republiki Weneckiej, czego znaczący wpływ widać w architekturze miasta. Pod rządami Austriaków miasto stało się ważnym portem, który jednak z biegiem czasu stracił swoją rangę i świetność.

Rovinj, Chorwacja

Pula

Podobnie jak w Rovinj również Pula to miejsce, gdzie wciąż widać pozostałości weneckiej obecności. Mało kto wie, że znajdziemy tutaj taką gratkę dla miłośników zabytków jak kopię rzymskiego Koloseum, które jest jedynie parę lat starsze od tego na fotografii. Co więcej, na pierwszy rzut oka wydaje się być w dużo lepszej kondycji, a co najważniejsze nie jest tak oblegana przez turystów jak jej bardziej znana, rzymska wersja.

Miejscowość Bale

Miejscowość Bale

Amfiteatr w Puli

Amfiteatr w Puli

Na Istrii przekonujemy się, że zabranie chusty było bardzo dobrym pomysłem. Uliczki są bowiem wybrukowane, często ze schodkami, więc trudno w takich warunkach poruszać się z wózkiem spacerowym.

Park Narodowy Kamenjak

Park Narodowy Kamenjak

Park Narodowy Kamenjak

Park Narodowy Kamenjak

Park Narodowy Kamenjak

Park Narodowy Kamenjak

 

Pierwszy test chustowego wynalazku to wycieczka do parku Kamjeniak na południu Istrii. Dzięki niej mogliśmy wybrać się na kamienistą plażę, pochodzić po lesie, a Maja miała w niej nadzwyczaj wygodnie przytulając się do rodzica. Niestety okazuje się, że tamtejsze wybrzeże jest tak kamieniste, że nawet mając ze sobą karimaty trudno znaleźć miejsce, gdzie można się wygodnie rozłożyć z malcem. Do tego brak cienia daje się we znaki, próby wykorzystania chusty jako osłony przeciwsłonecznej kończą się fiaskiem bo nie ma do czego jej przymocować. Przenosimy się więc w cień pobliskich drzew. Pogoda zaskakuje szybką zmianą i wkrótce z upału robi się temperatura wiosenna a my umykamy w ostatniej chwili przed deszczem.

Jeziora Plitwickie

Kolejna okazja do wykorzystania chusty to wycieczka po Jeziorach Plitwickich (Plitvickich Jezierach). Nigdy jakoś szczególnie nie interesowało nas to miejsce i pojechaliśmy tam bez szczególnych oczekiwań. Na wejściu rozczarowały nas nieco wysokie ceny biletów. Okazało się jednak, że warto było zapłacić i zwiedzić to niesamowite miejsce.

Jeziora PlitwickieJeziora PlitwickieJeziora PlitwickieJeziora PlitwickieJeziora PlitwickieJeziora Plitwickie

Co prawda nie zdecydowaliśmy się na najdłuższą trasę, ale i tak na miejscu spędziliśmy parę dobrych godzin. W większości Maja była noszona w chuście, szczególnie upodobała sobie w tej kwestii tatusia, u mamy trochę protestowała. Jednak gdy nawet chusta się znudziła wtedy ręce mamy okazały się równie wygodną formą transportu.

Zadar i Split

W drodze do Splitu zatrzymujemy się w Zadarze, który okazuje się ciekawym miejscem na parogodzinny przystanek. A skoro była mowa o włoskich wpływach to nie ominęły one również lodów, dostępnych w przeróżnych wersjach smakowych. Jedyne z jakimi mogą się równać to jedynie te, którymi kiedyś mogliśmy się rozkoszować w Mantovie.

W Splicie zatrzymaliśmy się w mieszkaniu rodziny couchsurferów. Jadranka i Zdravko przyjęli nas jak starych dobrych znajomych, czuliśmy się u nich jak u siebie i w efekcie zostaliśmy o jeden dzień dłużej niż zakładaliśmy na początku.

 

W Pałacu Dioklecjana w Splicie

W Pałacu Dioklecjana w Splicie

Asia zahipnotyzowana bogactwem smaków

Instalacja świetlna w Zadarze

Zadar

Zadar

Ten parodniowy przystanek dał nam zupełnie inne spojrzenie na Chorwację. To punkt widzenia przeciętnego Chorwata, codzienne problemy, ważne sprawy, relacje rodzinne i międzykulturowe po wojnie bałkańskiej w latach 90tych. Jak się okazało cena za rozwój okazała się duża, kraj jest w słabej kondycji finansowej. Młodzi ludzie emigrują z miast do ośrodków turystycznych na wybrzeżu i to właśnie ta gałąź gospodarki rozwija się najlepiej, inne coraz bardziej podupadają. By zachęcić turystów do przyjazdu buduje się nowe autostrady nie patrząc na koszty i wynikające z nich zadłużenie. Ta autostradowa sieć jest do pozazdroszczenia, ale jednocześnie spełnia swoją funkcję jedynie w sezonie. Poza nim drogi są puste, czego sami doświadczyliśmy a przeciętny Chorwat by zaoszczędzić i tak korzysta z lokalnych tras.

Na starówkę Splitu składają się imponujące ruiny pałacu Dioklecjana, które można zwiedzać nie tylko na powierzchni, ale również w podziemiach (jeszcze nie tak dawno służących miastu jako duży śmietnik). Jak zwykle w miejskiej zabudowie  upał doskwiera jeszcze bardziej więc zaczynamy od podziwiania schowani w cieniu architektury na placu przed wejściem do głównej części pałacowej. Oczywiście kolejny raz Maja zaczepia przypadkowych ludzi swoimi okrzykami oznajmiającymi radośnie jej obecność. I tak spędzamy sporo czasu na rozmowach z grupą turystów ze Szwecji, USA i fotkach z turystami z Azji.

Zagrzeb

W Zagrzebiu nocowaliśmy w domu Mariny i Damira – u kolejnej na naszej trasie couchsurferowej rodziny. Tym razem w domu panuje większy gwar, trójka dzieciaków i pies sieją niemałe spustoszenie 🙂 I znów było tak, jakbyśmy znali się całe lata, czuliśmy, że naszych rozmówców szczerze interesuje to, co mamy do powiedzenia. Chętnie też dzielili się swoimi wskazówkami i pomagali planować kolejne dni a także trasę do Polski.

W stolicy czuliśmy się bardzo swojsko, Zagrzeb nie jest żadną przytłaczająca metropolią. Tym razem trafiamy w deszczową pogodę więc w czasie największej ulewy odwiedzamy wystawę Broken Relationships, pokazującą w ciekawy sposób znaczenie przedmiotów w relacjach międzyludzkich. Miejsce godne polecenia.

W Zagrzebiu koniecznie trzeba zaliczyć cukiernię Vincek, znajdziecie w niej mnóstwo  pyszności  odpowiednich dla nawet najbardziej wymagającego łasucha 🙂


Informacje praktyczne

Noclegi:

  • W Splicie oraz Zagrzebiu korzystaliśmy z Couchsurfingu. Jeśli nie wiesz jeszcze jak to działa, sprawdź nasz artykuł o Couchsurfingu.
  • Noclegi w Rovinj i okolicy Plitwickich Jezior znajdziesz na Booking.com oraz Hotelscombined.pl
  • Warto rozważyć również mieszkania prywatne poprzez Airbnb (rejestrując się z naszego linka otrzymasz 100zł na start). W poprzednich latach korzystaliśmy z wynajmu apartamentów prywatnych poprzez serwis Adriatic.hr .

Mnóstwo inspiracji oraz informacji praktycznych znajdziesz na blogu Oli – Bałkany według Rudej.

Tagi
POWIĄZANE WPISY
4 komentarze
  1. Odpowiedz

    Taka

    23 lipca 2019

    „W Chorwacji byliśmy już parokrotnie i nie spodziewaliśmy się, że nas jeszcze czymś zaskoczy. Kojarzyła nam się raczej z popularnym kierunkiem wczasów (zdominowanym przez urlopowiczów z Polski), zatłoczonymi plażami, licznymi wyspami i kuchnią podporządkowaną podniebieniom niewymagających turystów. „?????!!!!!! Mam 40 lat i właśnie jadę do Chorwacji 1 raz. Dlaczego tak? Nieważne. To był Wasz 3 wpis, który przeczytałam (wcześniejsze z Bośni i Hercegowiny) i tu zrobiłam stop i więcej nie chcę. Co to jest podniebienie niewymagających turystów?!”nie spodziewaliśmy się, że nas jeszcze czymś zaskoczy”?Otwarci ludzie zawsze się spodziewają, tak uważam. „popularnym kierunkiem” – pewnie Wy uważacie się za wyjątkowych? Bo nawet jak tak nie jest, tyle z tego zdania wynika i ja dziękuje za więcej, nie lubię Was. Wolę czytać forum cro.pl, ludzie jadą nasty raz do Chorwacji i ciągle coś nowego w niej odkrywają. A polecam Karolinę, ma więcej szacunku do innych:

    http://www.karolinaponzo.com/pl/2014/02/nie-lubie-podroznikow/

    • Odpowiedz

      Łukasz Kasperek

      23 lipca 2019

      Cześć! Cytowany przez Ciebie fragment odnosi się do naszego wyobrażenia Chorwacji sprzed lat, na podstawie wcześniejszych doświadczeń i jest wyrazem naszej subiektywnej wówczas opinii. Moglibyśmy napisać więcej o przyczynach takiej opinii, tylko zmieniłoby to charakter artykułu, dlatego tylko przytoczone są nasze ówczesne skojarzenia. Masz prawo się z nimi nie zgodzić i mieć własne zdanie, najlepiej oparte na własnym doświadczeniu.

      Nie uważamy się za ludzi wyjątkowych, to Twoja interpretacja. Jesteśmy normalną rodziną, pracującą na co dzień na etacie, a fakt zamiłowania do podróży, niezależnie jak dalekich, nie czyni nas nikim bardziej wyjątkowym. Staramy się omijać jednak miejsca „skażone” masową turystyką i coraz częściej schodzimy z utartego (a raczej najbardziej popularnego szlaku), co nadal nie czyni nas nikim bardziej wyjątkowym. Koniec końców, niezależnie od sposobu podróżowania, wszyscy jesteśmy turystami. Nie rozumiem tylko jakim sposobem widzisz to jako przejaw braku szacunku. Oczywiście możesz nas nie lubić, przecież się nawet nie znamy.

      Blog Karoliny znam i cenię. Jeśli chodzi o Bałkany, za specjalistkę w tej dziedzinie uważam Olę z Bałkany według Rudej, która spędza tam o wiele więcej czasu. Sami Bałkanami jesteśmy zafascynowani i bardzo chętnie wrócimy w tamte strony (gdyby tylko nie te setki alternatywnych kierunków które wciąż wymyślamy…)
      Powodzenia!

Zostaw komentarz:

Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Kategorie

Newsletter

Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb