Świat Tajlandia

Bangkok

-
5 listopada 2014

Trudno opisać jednoznacznie Bangkok – jak każda metropolia ma wiele twarzy. Możemy skupić się na wyłącznie dobrych stronach, pewnie nietrudno byłoby wskazać ciemniejsze oblicze miasta. Pewne jest, że w Bankgkoku znajdziemy wszystko. Od biednych dzielnic i slumsów wzdłuż trakcji kolejowej, brudnych i ciemnych zaułków, dzielnicy seksbiznesu, imprezowiczów, po zaciszne świątynie buddyjskie (zarówno te skromne jak i zbudowane z przepychem), Chinatown, ekskluzywne hotele, biurowce, czy spokojne parki.

Wat Arun

Wat Arun

Chinatown, Bangkok

Chinatown, Bangkok

Wielki Pałac Królewski

Wielki Pałac Królewski

Bezpieczeństwo

Najczęściej powielana opinia dotycząca tego miasta to obraz prostytucji, handlu ludźmi, brudu, smogu i niebezpieczeństwa czającego się za każdym rogiem. Spieszę już na początku uprzedzić, że w naszej ocenie – rodziny podróżującej z małym dzieckiem – Bangkok niesłusznie szufladkowany był właśnie w ten sposób. Swego czasu też daliśmy się zwieść powielanym stereotypom i jeszcze parę miesięcy wcześniej wręcz zamierzaliśmy pominąć Bangkok w naszym planie podróży. Teraz wiemy, że byłby to ogromny błąd. Oczywiście nie jest to miejsce na sto procent czyste, schludne i bez jakichkolwiek oznak przestępczości, ale która z europejskich stolic właśnie taka jest? W każdym dużym mieście na świecie, niezależnie od poziomu jego rozwoju cywilizacyjnego, można znaleźć różne oblicza. Zatem ocena tego, czy warto znaleźć się w danym miejscu na mapie świata, będzie zawsze bardzo subiektywna i uwarunkowana tym, czego właściwie oczekujemy. Najlepiej po prostu otworzyć się na inną kulturę i styl życia, a stereotypy zostawić w domu.

W Bangkoku spędziliśmy trzy dni, w czasie których bezpośrednio nie natknęliśmy się na żadne przejawy seksbiznesu (ale też go nie szukaliśmy). Nie można natomiast zaprzeczyć że seksturystyka i handel ludźmi jest dziś bardzo poważnym problemem w całej Azji południowo-wschodniej, niestety nakręcanym przez niesłabnący popyt na tego typu usługi wśród bogatszych przyjezdnych, często nie zważających na wiek wykorzystywanych osób i okoliczności w jakich znalazły się w tym biznesie. Można powiedzieć, że miasto jest posprzątane i jego ciemniejsza strona skupiona jest w kilku dzielnicach.

Bangkok to miasto tętniące życiem, co na początku może wydawać się nieco męczące. Wszędzie samochody, pędzące tuk tuki, mnóstwo ludzi, kramy z owocami i potrawami sprzedawanymi najczęściej w foliowych woreczkach. W knajpkach i barach znajdziemy różnorodność potraw, najczęściej za szklanymi witrynami wystawiane są najlepsze okazy homarów, krewetek czy też ośmiornic. W Chinatown dwukrotnie robiliśmy dłuższy przystanek w restauracji T&K. Można tutaj po przystępnej cenie spróbować typowo tajskich potraw, w szczególności tych z owocami morza. Miejsce oblegane jest przez miejscowych i często trzeba czekać na wolne miejsce, ale to chyba najlepsza “żywa” reklama.

Mimo całego zgiełku Bangkoku, ten złożony miejski organizm funkcjonował całkiem sprawnie, komunikacja działała bez zarzutu. Przede wszystkim jednak czuliśmy się tutaj bezpiecznie, podróżując kolejką miejską, wiecznie zatłoczonym tramwajem wodnym czy też po prostu zapuszczając się pieszo w kolejne dzielnice z Mają usadowioną w nosidle. Oczywiście nasze wyprawy kończyliśmy przed 21:00, ale nawet nasi współtowarzysze podróży korzystający w większym zakresie z uroków miejskich rozrywek na Khao San Road nie mieli żadnych przykrych przygód.

Zdaje się, że największym niebezpieczeństwem jeśli chodzi o środki komunikacyjne stolicy Tajlandii może okazać się przemieszczanie tuk tukami, często widocznie wysłużonymi, często też kierowanymi przez młodziaków pędzących po mieście wciskając się w każdą możliwą lukę i wykorzystując przeciwny pas ruchu. Wydaje się to jednak najszybszy środek transportu, a przy skutecznych negocjacjach również dosyć tani.
Kierowcy tuk tuków czasem oferują przejażdżkę po niższej cenie, ale z przystankiem w sklepie znajomego czy kuzyna, podobno sklepy z imitacjami kamieni szlachetnych są szczególnie popularne. Czytaliśmy o tym triku w przewodniku, więc poruszając się po Bangkoku byliśmy pod tym względem czujni, a po paru dniach wiedzieliśmy już jakie ceny możemy realnie wynegocjować. Raz zdarzyło się nam negocjować z młodym chłopakiem, który ostatecznie zgodził się na jedną trzecią początkowo żądanej ceny oraz zgodził się na jazdę “no-stop”. Chodziło nam o brak przystanków, a najwyraźniej “no-stop” potraktował bardzo dosłownie nie zważając na czerwone światła, innych kierujących czy też jazdę po przeciwnym pasie ruchu.

Co zobaczyć?

W naszych dotychczasowych podróżach zwiedzaliśmy już buddyjskie świątynie podziwiając ich niesamowity klimat i wszechobecne zapachy kadzideł oraz kwiatów składanych przy ołtarzykach czy posągach. W Bangkoku poznaliśmy nieco inną stronę czczenia Buddy uosabianą przez monumentalne, przepełnione zdobieniami, skąpane złotem świątynie.

Ciekawe pomysły dotyczą również samego wizerunku Buddy. Czasem ogromny, wysoki na kilkanaście i długi na kilkadziesiąt metrów, odpoczywający w pozycji leżącej (w Wat Pho), gdzie indziej maleńki, drobny, siedzący gdzieś na podwyższeniu w centralnym miejscu (Szmaragdowy Budda). Znajdziemy też Buddę sklonowanego – jednakowe figurki umieszczone obok siebie, Buddę białego, czarnego a nawet zielonego 🙂 Najczęściej jednak spotkamy się z wizerunkiem tzw. happy Buddha, czyli grubaska w pozycji kwiatu lotosu z błogim uśmiechem na ustach. Chętnych takiego rodzaju dewocjonaliów zainteresują z pewnością liczne sklepy sprzedające wyłącznie figurki Buddy.

Oferta typowo turystyczna stolicy Tajlandii dla zwiedzających jest bardzo bogata. Z nocnych rozrywek nie korzystaliśmy, za to poznaliśmy fish spa i tajski masaż. Co prawda nie był on do końca tradycyjnym tajskim masażem, bo skupiał się na stopach i był raczej dość delikatny, jednak na końcu zaskoczył mnie naciąganiem palców w stopach i ostrym ciosem poniżej szyi. Jeśli tak miałby wyglądać cały zabieg, jak czytamy w ofercie, to nie wiem czy zdecydowałabym się na to, by zgodzić się na to, by ktoś mnie poturbował i jeszcze za to zapłacić 🙂

 

Turystyczne atrakcje Khao San Road

Ulica Khao San Road jest szczególnie popularna, zwłaszcza wśród backpackerów, którzy mają tutaj doskonałą bazę noclegową i rozrywkową. Pełna jest typowo turystycznych kramów, barów, salonów masażu, hosteli, itd. Z ciekawostek, na Khao San Road można zjeść smażone owady, które chociaż nie są zbyt popularne w tajskiej diecie, są sporą atrakcją turystyczną. W Europie wciąż pozostają niedoceniane, pomimo ich bogatych wartości odżywczych (duża zawartość m.in. białka i żelaza), ale to pewnie tylko kwestia czasu. Zdecydowaliśmy się więc spróbować, na początek smażonych koników polnych, które doprawione smakują zupełnie jak chipsy, równie słone i chrupiące. Maja także była ciekawa nowych smaków, jednak była jeszcze zbyt mała by dobrze pogryźć robaczka. Podczas gdy większość z nas to obrzydza, warto sobie uświadomić jak wiele innych bezwartościowych i niezdrowych produktów jadamy – bariera tkwi w naszych głowach.


Informacje praktyczne

  • Po Bangkoku najłatwiej poruszać się tuk-tukami oraz transportem publicznym – kolej miejska (MRT), Skytrain (BTS) oraz wodnym Chao Phraya Express. Szczegóły na: http://www.bangkok.com/information-travel-around/
  • W Bangkoku działa również Uber (Jeśli jeszcze nie korzystałeś/-aś, możesz wypróbować także w Polsce. Rejestrując się z naszego polecenia, otrzymasz 30zł na pierwszy przejazd, a po wykorzystaniu my otrzymamy tyle samo – podczas rejestracji wystarczy podać kod promocyjny uberkspr84 )
  • Spaliśmy w New Road Guesthouse, warunki mocno przeciętne, czystość poniżej oczekiwań, za to w niskiej cenie.
  • W drodze powrotnej skorzystaliśmy z oferty Ratchadamnoen Residence, za kilkadziesiąt złotych więcej niż w przypadku New Road Guesthouse. Warunki rewelacyjne i bardzo dobra lokalizacja, z czystym sumieniem polecamy!

Pozostałe wpisy z Tajlandii znajdziesz TUTAJ.

Tagi
POWIĄZANE WPISY
8 komentarzy
  1. Odpowiedz

    Magda

    21 listopada 2014

    Zdjęcia przyciągają 🙂 Piękne!

    • Odpowiedz

      Łukasz Kasperek

      26 listopada 2014

      Dzięki!

  2. Odpowiedz

    Magda

    31 października 2015

    Hej. Czy udalo sie Wam trafic w BKK na niedrodi hotel, w ktorym mieli lozeczka dla malucha?

    • Odpowiedz

      Łukasz Kasperek

      2 listopada 2015

      Hej Magda! Tak, mieliśmy łóżeczka prawie wszędzie w Tajlandii. W Bangkoku byliśmy dwukrotnie podczas tej podróży. W drodze „do” spaliśmy w New Road Guesthouse. Było tanio, łóżeczko było i nic poza tym. Generalnie nie polecam z maluchami, które jeszcze nie chodzą samodzielnie.
      W drodze powrotnej trafiliśmy na promocję Ratchadamnoen Residence (przez booking.com) i za jakieś 120zł (kilkadziesiąt złotych więcej niż za pierwszy hotel) spaliśmy w bardzo komfortowych warunkach, przede wszystkim jeśli chodzi o czystość, no i w dużo lepszej lokalizacji.

      • Magda

        2 listopada 2015

        Dzieki!

Zostaw komentarz:

Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Kategorie

Newsletter

Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb