-
22 marca 2015

Większość ludzi kojarzy Zjednoczone Emiraty Arabskie z Dubajem – drapaczami chmur (w tym najwyższym budynkiem na świecie), sztucznymi wyspami czy też gigantycznymi centrami handlowymi. Nasz obraz Emiratów to również czysto podróżniczy aspekt – mega lotniska obsługujące z roku na rok coraz większą ilość pasażerów, stające się czymś na kształt małych miast. Wystarczy tylko dolecieć do Dubaju czy Abu Zabi by stąd udać się w setki bardziej lub mniej egzotycznych miejsc. Tym razem trafiliśmy na lotniczą promocję Air Serbia do Abu Zabi, skąd mieliśmy udać się dalej. Postanowiliśmy pozostać jednak przedtem w mieście parę dni i skonfrontować nasze wyobrażenia o Emiratach z rzeczywistością.

Już po wylądowaniu w Abu Zabi widać, że trafiliśmy do kraju, gdzie na niczym się nie oszczędza. Do miasta prowadzi kilkupasmowa droga z biegnącymi wzdłuż niej zadbanymi rabatami i starannie przystrzyżonymi trawnikami. Im bliżej centrum tym więcej wysokich szklanych wieżowców przykuwa naszą uwagę. Mimo imponującej ilości biurowców, centrów handlowych, luksusowych apartamentów i hoteli, miasto wciąż pozostaje wielkim placem budowy. Jednak nie buduje się tutaj byle czego i byle jak – praktycznie każdy budynek to architektoniczne dzieło sztuki.

W Abu Zabi nic nie jest zwyczajne i zrobione po kosztach. Poszukiwania restauracji/knajpki, która oferuje posiłki w przystępnej cenie kończą się wizytą w jednym z wielopiętrowych centrów handlowych, bo właściwie w mieście nie ma regularnych restauracji, a jeśli na jakąś trafimy to z pewnością nie będzie budżetowa. W centrach prędzej można się zgubić wśród wyczyszczonych na błysk marmurów, ruchomych schodów i szklanych balustrad, niż znaleźć coś pożywniejszego niż fast food.

Wielki Meczet Szejka Zayeda – jeden z największych na świecie – oczywiście również daleki jest od przeciętności. Aby dostać się do środka musieliśmy praktycznie obejść cały kompleks dookoła – akurat budowano specjalną ścieżkę dla pieszych ze specjalnego tworzywa i nie wszystkie wejścia były czynne. Na miejscu okazało się, że muszę wypożyczyć czarną abaję (tradycyjny strój wierzchni dla kobiet w krajach muzułmańskich)by móc w ogóle wejść do meczetu. Budowla robi niemałe wrażenie swoją wielkością, pięknym marmurowym dziedzińcem z kwiecistymi zdobieniami, czy też otaczającymi go basenami i setkami kolumn. Niestety zwiedzanie w czarnej „sukni” z kapturem na głowie w upale do przyjemnych nie należało, trudno było mi się skupić na podziwianiu meczetu czując, że zaraz po prostu ugotuję się od środka. Mój strój rozbawił Maję, ale jeszcze większą dla niej atrakcją było bieganie na bosaka po wyłożonym marmurem idealnie czystym placu i miękkich dywanach meczetu.

Trzeba przyznać, że początkowo Abu Zabi nas nieco przytłaczało, ale przy bliższym poznaniu uznaliśmy, że da się lubić. Na szczęście są tu jeszcze miejsca niezabudowane, gdzie można cieszyć się po prostu wolną przestrzenią. Dużym atutem jest również piękna szeroka, zadbana plaża, prawie pusta w czasie naszego pobytu. Z myślą o plażowiczach zadbano o darmowy dostęp do toalet oraz wody pitnej. Z kolei dla szukających cienia do dyspozycji jest ciągnący się wzdłuż plaży trawnik z wypielęgnowanymi drzewkami. A dla pasażerów komunikacji miejskiej pomyślano o klimatyzowanych przystankach.

Jednak jak na taką metropolię przystało Abu Zabi dla zwykłego backpackera nie jest tanie. O ile jedzenie jest jeszcze w przystępnej cenie, a świeże soki owocowe (w przeróżnych kombinacjach) można kupić za parę złotych, to już z cenami noclegów jest nieco gorzej. Dzięki couchsurfingowi nie musieliśmy zaprzątać sobie tym głowy – ku naszemu zaskoczeniu trafiliśmy do mieszkania sympatycznej rodziny na 61 piętro jednego z wieżowców, wyglądającego bardziej na ekskluzywny hotel niż blok mieszkalny. Gospodarze – imigranci z Europy – chętnie z nami dyskutowali i odpowiadali na liczne pytania, co pozwoliło nam poznać nieco bliżej codzienne życie w Abu Zabi i lepiej zrozumieć dlaczego to miasto stało się celem dla przybyszów z tak wielu różnych zakątków świata.

Tagi
POWIĄZANE WPISY
Asia, Łukasz, Maja i Alicja Kasperek

Cześć! Jesteśmy rodziną, która nie wyobraża sobie życia bez podróży. Na co dzień mieszkamy i pracujemy na Śląsku. Staramy się uciekać od rutyny i codziennego pośpiechu, więc gdy to tylko możliwe, pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Odkąd pojawiła się Maja, podróżujemy wyłącznie w pełnym składzie, bo tylko wtedy podróż może być naprawdę udana! A jak to się zaczęło, przeczytacie na stronie "O nas".

Szukaj
Kategorie

Newsletter

Airbnb
Airbnb

Zarejestruj się i odbierz 100zł na pierwszy nocleg z Airbnb